Reżyseria: Navdeep Singh
Występują: Anushka Sharma, Amit Saha, Arindam
Premiera: 13 marca
Czas trwania: 115 minut
Język: hindi

Zwiastun filmu NH10 zapowiadał nader interesującą historię, utrzymaną w intrygującym i mrocznym klimacie. Na początku pokazano parę młodych szczęśliwych ludzi, którzy jadą poza miasto miło spędzić weekend. Chwilę później dochodzi do szamotaniny pod lokalną knajpą. Zaraz po tym napad, morderstwo, w końcu ucieczka. Na dodatek to hasło: The only way to survive amongst killers is to become one yourself. Wszystko to nastawiło mnie bardzo pozytywnie już na starcie. Powtarzałam sobie, że to będzie bardzo dobry film. Teraz mogę powiedzieć, że nie tylko czuję się rozczarowana, ale i oszukana. Coś co miało być, według zapowiedzi, głównym motywem tej historii, zostało potraktowane po macoszemu. A szkoda, wielka szkoda.

Meera i Arjun to młode, kochające się małżeństwo, które wybiera się, na kilka dni, za miasto. Odpocząć, odetchnąć, uspokoić skołatane nerwy, po tym jak Meera, kilka dni wcześniej, została napadnięta na ulicy przez nieznanych sprawców. Na szczęście kobiecie nic się nie stało. W trakcie podróży bohaterowie robią postój w pobliżu przydrożnej restauracji. Są tam świadkami szamotaniny między grupą mężczyzn, a młodą kobietą. Arjun nieudolnie staje w jej obronie, a potem postanawia jej znów pomóc. Tym samym on i Meera stają się świadkami zabójstwa. Świadkami, których należy się pozbyć…

W zamierzeniu miała to być historia, opowiadająca o tym jak to jest, kiedy jednostka staje w obliczu skrajnego niebezpieczeństwa. Jakie uczucia jej towarzyszą i do czego jest zdolna, by chronić to co dla niej najważniejsze  – życie. W sumie to NH10 jest właśnie o tym, zatem nie skończyło się tylko na samym pomyśle. Tej produkcji nie można odmówić, przede wszystkim, dawki silnych emocji. To co jest motorem działań bohaterów to strach. Strach pośrednio był przyczyną wyjazdu z miasta. Strach o obcą dziewczynę wywołał kolejne wydarzenia. Boją się nie tylko bohaterowie. Stanu autentycznego przerażenia doświadcza również widz.

Mimo że zachodnie media, co jakiś czas, nagłaśniają gwałty, czy tzw. morderstwa w imię honoru są to ciągle informacje szokujące. Przeciętnemu Europejczykowi trudno zrozumieć w jaki sposób to możliwe, by w demokratycznym kraju, w którym postęp technologiczny mknie do przodu w zawrotnym tempie, dochodziło do takich sytuacji. Wszechobecna brutalność bije po oczach okrucieństwem, wstrząsa bestialstwem i brakiem zahamowań. Przez to cała historia bazuje na gniewie, wspomnianym już strachu oraz przemocy. Jeśli chodzi o ładunek emocjonalny trudno mi, przedstawić jakiekolwiek zarzuty względem filmu. Całość jest mocna, przeznaczona dla widza o stalowych nerwach. Przyczepić mogę się jedynie do irracjonalnego postępowania głównego bohatera, który bez cienia wahania naraża życie ukochanej kobiety. Po co? Jak dla mnie górę wzięło jego ego. Zapragnął zostać bohaterem. Wiem, że to tylko film, ale i w normalnym życiu takich kogutów nie brakuje.

Dlaczego czuję się oszukana? Skoro film obfituje we wstrząsające sceny, budzi sporo różnorodnych emocji i jest dobrze zagrany. O właśnie! co do obsady… Tylko jedno słowo. Anushka. Kradnie show. Jest gwiazdą tego filmu. Mimo że jej filmowy partner przywodzi na myśl innego, o wiele bardziej znanego aktora (Randeepa Hoode), nie zostaje przyćmiona przez nikogo.

Wracając do mojego niezadowolenia, bo myślę że tak mogę nazwać to co czuję. Nie tego się spodziewałam. Trailer zwiastował porywającą historię o kobiecie, która sama zaczyna zabijać, aby przeżyć. W końcu nie bez powodu pojawiło się hasło, wspomniane przeze mnie we wstępie tego tekstu. Szkoda, tylko że teraz na moich barkach jest uświadomienie Wam, osobom, którego tego nie widziały pewniej istotnej kwestii. Mianowicie – owszem ona zabija, ale zaczyna to robić dopiero pod koniec filmu (plus minus jakieś 15 minut). Po drugie szczerze wątpię, aby robiła to z chęci przetrwania. Kierowało nią coś całkowicie innego. Warto jednak wspomnieć w tym miejscu, że uczucia, jakie malowały się wtedy na twarzy bohaterki są nie do opisania. I to mi się podobało.

Niemniej utrzymuję, że mnie ten film po prostu rozczarował. Podobał się, bo jest inny. Porusza ciekawe kwestie, takie jak właśnie honorowe morderstwa, czy strach policji przed lokalną elitą. Dobrze jest mówić o takich sytuacjach. Być świadomym, że mimo względnego spokoju, one rzeczywiście mają miejsce. Jednak dla mnie, dla osoby nastawionej na inaczej poprowadzoną historię, to nie było to czego oczekiwałam. Niestety…

Udostępnij: