Reżyser: Ashutosh Gowariker
Występują: Hrithik Roshan, Pooja Hedge
Premiera: 12 sierpnia
Czas trwania: 168 minut
Język: hindi

Starożytne miasto spowite obecnie aurą tajemniczości, główny bohater, który jest w stanie osiągnąć wszystko, co sobie zamierzy, wyraźnie zarysowana historia miłosna i muzyka skomponowana przez zdobywcę Oscara A.R. Rahmana.  Wszystkie te elementy sprawiły, że Mohenjo Daro było dla wielu jednym z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku. Nadzieje widowni były jeszcze większe, ze względu na osobę reżysera. Po pierwsze ma już na koncie nominację do Oscara za film Lagaan (2001), po drugie odpowiada za sukces Jodhaa Akbar (2007). Tym samym jest to obowiązkowa pozycja z listy tegorocznych filmów mainstreamowych.

Mohenjo Daro to jedno z największych miast znajdujące się w pobliżu świętej rzeki Sindhu, rządzone żelazną ręką przez despotycznego Mahama. Chęć zemsty tego człowieka doprowadziła do głodu w samym ośrodku miasta, jak i w pobliskich wioskach. W miarę rozwoju wypadków oswobodzicielem uciśnionych mieszkańców Mohenjo Daro zostaje Sarman. Wojowniczy rolnik przybywszy do miasta nie będzie tylko zwiastunem nowego porządku. Znajdzie i prawdziwą miłość w osobie córki kapłana, i odkryje swoje pochodzenie.

Patrząc na tę produkcję aż trudno uwierzyć, że wyszła ona spod ręki reżysera Jodhaa Akbar. Po spektakularnych scenach z tamtego filmu nie ma śladu. Jest sztucznie, trochę na siłę, tak biednie w porównaniu do produkcji z 2007 roku. Mimo że technika tworzenia efektów specjalnych posuwa się systematycznie do przodu to tutaj, w ogóle tego nie widać. Komputerowy wygląd, chociażby zwierząt aż kłuje w oczy. Na dodatek pompatyczna scena na samym początku filmu, kiedy to Sarman bohatersko zabija morderczego krokodyla sprawia, że widz traktuje całość już na starcie, z lekkim przymrużeniem oka. Nawet ta część widowni zaznajomiona z konwencją nie pozostawi tego bez (złośliwego?) komentarza. Reżyser chce pokazać przez to, że główny bohater nie jest oczywiście byle rolnikiem. Charakteryzuje się nieprzeciętną odwagą, bystrością umysłu i dużym sprytem. Typowy hiroł o nietypowych problemach (sennych?), które spędzają mu sen z powiek.

W miarę rozwoju wypadków zostajemy utwierdzeni w przekonaniu, że Sarman to postać idealna. Wręcz bez skazy. Jego odwaga i bohaterskie czyny zjednują mu nie tylko przychylność mieszkańców Mohenjo Daro, ale także pięknej Chaani. Dziewczyny, która, jakże by inaczej, przeznaczona jest innemu. Nikczemnikowi, aczkolwiek przyszłemu władcy miasta – Moonjy, który nie odda j po dobroci. Zatem nieunikniona będzie walka na śmierć i życie. Jednym z uczestników tego zatargu będzie również Maham. Jeden będzie walczył o ukochaną kobietę, a drugi szybciej umrze niż odda niecnie zdobyte przywództwo. I to komu? Pierwszemu lepszemu rolnikowi?

Wątek polityki i władzy w Mohenjo Daro to jedno, natomiast szczególnie wyeksponowany wątek miłosny to drugie.  Chemii między głównymi bohaterami niestety brak. Nie sposób złapać się na maślane oczy Sarmana, kiedy w jego kierunku kroczy niezwykle piękna, ucharakteryzowana na Kleopatrę, Chaani. Dziewczynę ukazano jako coś odrealnionego, predestynowanego do większych czynów, która samą swoją obecnością onieśmiela ludzi. Zaś w głębi duszy marzy o wolności, o tym by móc rozprostować skrzydła i zaczerpnąć oddechu.

Najciekawszy wydaje się być element władzy. Dochodzenie do tego co kieruje Mahamem i do czego tak naprawdę dąży. Zainteresowanie wzbudza także tajemnicze pochodzenie Sarmana. To kim jest i czemu miasto go tak silnie przyciąga. Rzecz jasna tego wszystkiego się dowiadujemy. A nawet więcej, bowiem finalnie nie zostaje nam nawet oszczędzona scena rodem ze Starego Testamentu. Sukcesywne budowanie dramatyzmu pod koniec niestety męczy. Historia jest za długa. Można było ją skrócić, jednocześnie zostawiając piosenki, które są niezwykle miłe dla ucha. Kompozycja muzyczna stworzona przez Rahmana ponownie urzeka, choć tzw. szału nie ma. Całościowo Mohenjo Daro wypada przyzwoicie. Czy na tyle by dłużej zapaść w pamięci? To już kwestia dyskusyjna 🙂

Udostępnij: