Reżyseria: Vishal Bhardwaj
Występują: Pankaj Kapur, Anushka Sharma, Imran Khan, Arya Babbar, Shabana Azmi,
Premiera: 11 stycznia
Czas trwania: 150 minut
Język: hindi

28 grudnia 2012 roku. Na blogu pojawia się zestawienie, w którym pokazuję Wam filmy, na które będę wyczekiwać w nowym roku. Na pierwszym miejscu: Matru Ki Bijle Ka Mandola. Kto śledzi bloga ten pamięta 🙂 A pamiętacie może sesję zdjęciową Imrana i Anushki dla Hi Blitz? Uświadomiła mi ona wtedy, że tę parę za jakiś czas będziemy mogli ujrzeć w jednym filmie. Sesja, o której tutaj wspominam jest jedną z moich ulubionych z Imranem. Sprawia w niej wrażenie nazbyt chłopięcego, ale na szczęście w dzisiejszym filmie prezentuje 100 % męskości. Ja tu znowu o moim ulubieńcu, a inni czekają … Anushka Sharma i Pankaj Kapur. Chwilę chciałabym zatrzymać się jeszcze przy Pankaju, ponieważ wydawało mi się, że znam go jedynie jako reżysera (Mausam), a tu, po zerknięciu w filmografię, wychodzi na to, że widziałam z nim dwa filmy – Ram Jaane oraz Dus. W pierwszym wypadku nie mogę go sobie przypomnieć, w drugim coś mi świta w głowie. Teraz jednak czas na krótki zarys fabularny produkcji, która … nie jest w większości o miłości 😉
Młody Matru skończył studia prawnicze, a teraz służy u Harry’ego Mandoli. Miejscowy bogacz i przemysłowiec ma córkę, która niedługo ma wyjść za mąż za Badaala. Matkę Badaala i ojca Bijlee łączą wspólne interesy, pragnienie zysku oraz chęć pozbawienia rolników ich ziemi. Na drodze ku mamonie stoją wieśniacy, a na ich czele niejaki Mao. Kim jest tajemniczy przywódca? Czy Bijlee zda sobie sprawę z tego kto jest dla niej ważny? Czy Mandola pójdzie po rozum do głowy? I gdzie tu jest ta miłość …?

… bo nie o miłość w tym filmie chodzi. Zaskoczeni? Ja byłam. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tym projekcie postanowiłam nie obserwować kampanii promocyjnej, tak to ujmę. Nie widziałam zwiastuna, nie słuchałam piosenek z filmu, nie oglądałam zdjęć z planu, ani nic w tym stylu. Raz tylko mnie podkusiła, żeby przesłuchać tytułowy song, ale w ostatniej chwili oparłam się tej niecnej pokusie 😉 Zatem na seans poszłam zupełnie nie przygotowana ani nastawiona na coś szczególnego. W konsekwencji spędziłam przezabawny wieczór obfitujący w nader ciekawe dialogi.

Początek filmu kompletnie mi się nie widział. Kamera pokazuje jakieś pole, na nim dwóch naprutych mężczyzn, którym sprzedawca nie chce sprzedać wina i dlatego wjeżdżają temu biedakowi  limuzyną w sklepik. Myślałam, że potem coś się wyjaśni, ale nie … Po demolce bohaterowie przenoszą się do centrum wioski, gdzie odbywa się zebranie przeciw planom utworzenia strefy ekonomicznej. I tu dopiero poznajemy główny wątek filmu. Otóż wspomniany wyżej pijaczyna to Mandola, wzbudzający strach w ubogich rolnikach, którego zamiarem jest na ich ziemi wybudowanie centrów handlowych i obrzydliwie drogich apartamentów. Jednak niczego nieświadomy Harry prowokuje społeczność do ruszenia na swoją posiadłość i walki o sprawiedliwość. W kolejnych minutach widz dowiaduje się, że mężczyzna jest uzależniony od alkoholu. Ukochany trunek sprawia, że jego osobowość ulega zmianie. Nie jest już wyniosłym bogaczem, ale całkiem równym gościem.

Natomiast Bijlee bardzo ubolewa nad stanem ojca i ma do niego żal za to co robi. Próbuje wymusić na nim rzucenie picia, jednak na darmo. I tak mamy tutaj zawirowania rodzinne, problemy z nałogiem, polityczne zagrywki. Matru Ki Bijlee Ka Mandola jest o tyle ciekawym obrazem, ponieważ najważniejsza staje się tutaj walka z korupcją, bezprawiem oraz praca na rzecz społeczeństwa. Matru jako wykształcony człowiek mógłby z powodzeniem robić karierę w wielkim mieście, a mimo to wybrał życie na wsi. Kierują nim wyższe pobudki. Jego celem jest uświadomienie ubogim ludziom, że mają prawo do swojej własności i  nikt nie może tego prawa ich pozbawić. Jego dążenia skojarzyły mi się z ideą polskich pozytywistów. Mianowicie pracy na rzecz najbiedniejszych warstw społecznych. Również samo imię Mao nasuwa na myśl chińskiego komunistę. Wszystko to ma ogromny wymiar społeczny, przez co film Bhardwaj’a nie jest lekką komedią romantyczną, jak wiele osób, w tym i ja,  zakładało.

Tak naprawdę nie dostrzegłam w tym filmie miłości między Matru a Bijlee. Jakkolwiek tworzą uroczą parę, to nie wyczuwałam między nimi filmowej chemii, tak charakterystycznej dla wielu innych duetów. Może wynikło to z tego, że to nie losy tej dwójki są tutaj najważniejsze. Przez co reżyser poświęcił niewiele czasu na zgłębienie ich relacji.

Przyznam się Wam, że miło zaskoczyła  mnie scena pocałunku. Nie, nie takiego jak W „JTHJ” – muśnięcia warg. Tutaj Imran całuje Anushkę tak jak przystało na romanse rodem z Hollywood. Już tyle razy widziałam takie sceny w bollywoodzkich filmach, ale dalej mnie dziwią. Może dlatego, że wcześniej kamera pokazywała je bardziej subtelnie, a tutaj jest to zaprezentowane w całej krasie. Niemniej widać, że cenzura popuszcza wodze i pozwala na coraz więcej twórcom. Oby to tylko nie poszło za daleko. W końcu Bollywood słynie z tego, że więcej dzieje się w głowie widza, niż na ekranie 😉

Muzyka i dialogi to dwa elementy, które szczególnie mnie zainteresowały. Słowa do piosenek napisał sam Gulzar (Dil Se, Jab Tak Hai Jaan), a zaśpiewał Sukhwinder Singh, Ranjit Barot, Mohit Chauhan, Prem Dehati oraz sam Vishal Bhardwaj. Całościowo soundtrack z pewnością wypada interesująco, ale w pamięci zapadły mi jedynie dwie piosenki, które Wam serdecznie polecam do przesłuchania: Lootnewale i Matru Ki Bijle Ka Mandola. Tę ostatnią nuciłam i podśpiewywałam sobie przez kilka dni. A nawet i w tej chwili, kiedy piszę te słowa, rozbrzmiewa z głośników 🙂

Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o looku Imrana. Na ogół w swoich filmach wymuskany i wygolony, tutaj musiał zapuścić brodę. Z resztą według mnie jest mu z nią do twarzy i, gdyby to ode mnie zależało, nie pozwoliłabym mu z nią zrobić porządku 😛

Ogólnie rzecz biorąc MKBKM jest  komedią o charakterze społecznym. Całość obfituje w sporo komicznych sytuacji. Mamy tutaj transwestytę w sari, niewidomego chłopca, który ponoć widział UFO, głupawego Badaala – chyba nie ma większego kretyna niż on, a na koniec samego Mandolę. Do tej pory pamiętam kilka dialogów, które szczerze mnie rozbawiły. Niektóre z nich bawią dopiero wtedy, kiedy się posłucha ich równocześnie ze sceną, ale i tak Wam pokażę:

– Czy jesteś gotowy do ożenku?
– Nie!
– To giń!!!
– Ok. Lećmy w dół.
– Cholera! Jest tu tak wiele guziczków.

– Co w związku z tym?

– Wiem, które służą do startu, ale nie wiem, które są do lądowania. 

– Kto to jest Meena Kumari?
– Ufff … to dzisiejsze pokolenie. Dawna supergwiazda. Królowa tragedii. Była wspaniała. Była też poetką, ale radość znalazła tylko w smutku. W głębi duszy ty też jesteś smutna. 
– Dlaczego?

– Bo wyjdziesz za kretyna i jeszcze cię to cieszy!

Mam nadzieję, że chociaż w niewielkim stopniu udało mi się zachęcić Was do obejrzenia tego filmu. Jest to bardzo ciekawa produkcja poruszająca ważne kwestie. Gwiazdorska obsada, dobra muzyka, interesująca tematyka, dowcip i żart powodują, że jeszcze nie raz wrócę do MKBKM. A wy? Oglądaliście, czy może macie dopiero w planach?

Udostępnij: