Reżyseria: Blessy
Występują: Mohanlal, Jaya Prada, Anupam Kher,
Premiera: 31 sierpnia
Czas trwania: 139 minut
Język: malajalam

Zakładając bloga specjalnie dałam mu adres oraz nazwę ‚kino indyjskie’. Moim zamysłem było pisanie o filmach wyprodukowanych w różnych językach Indii. Wiecie … poszerzanie horyzontów i poznawanie nowych kinematografii. Niestety, jak widzicie, prym wiedzie kino hindi, co w ostatnim czasie trochę mnie zasmuciło,  ponieważ burzy ideę tego miejsca. Dlatego kilka dni temu postanowiłam opowiedzieć Wam o obrazie, który bardzo mnie wzruszył. Świetna muzyka, ciekawe kreacje stworzone przez wszystkich aktorów i nie banalna historia. – Pranayam, czyli po prostu Miłość.

Czterdzieści lat temu Grace i Achutha byli małżeństwem. Hindus i katoliczka pobrali się z miłości, nie zważając na sprzeciw swoich rodzin. Zakochanym urodził się syn, ale idylla nie trwała długo. Bohaterowie postanowili wziąć rozwód i dać sobie kolejną szansę na szczęście. Teraz, już jako starsi ludzie, spotykają się ponownie. Achu przeszedł zawał serca i mieszka w mieście razem z synem i jego rodziną. Pewnego dnia w windzie spotyka swoją dawną miłość – Grace. Relacja między bohaterami z pozoru nie jest skomplikowana. Ona ma kochającego męża i córkę, On syna, który nienawidzi matki, zarzucając jej bezduszność. Czy tajemnice z przeszłości wyjdą na jaw? Jaka więź połączy dwóch mężczyzn i kobietę, którą obaj kochają?

Sposób w jaki rodziła się miłość Achuthy i jego żony zobrazowana jest tutaj bardzo pobieżnie. Jedna piosenka wystarczyła do pokazanie tego, co z powodzeniem można  by wpleść w bieżąca fabułę. Stacja kolejowa, deszcz, góry, wspólna przejażdżka rikszą.  Dopiero w trakcie właściwej akcji widz ma możliwość dowiedzenia się co spowodowało rozpad ich związku.

Miłość, przebaczenie, radość życia – to trzy najważniejsze elementy przewijające się w tym filmie. Blessy ukazał różne odcienie miłości – synowskiej, matczynej, ojcowskiej, a nawet nastoletniej. Zauroczenie między wnuczką Achutha i jej kolegą  z pewnością jest atrakcyjnym zabiegiem. Tak jak pozostałe wątki wprawiają w zadumę,  tak uczucie  piłkarza i młodej uczennicy, choć przez chwilę, lekko zabarwia fabułę dowcipem i dystansem do przedstawianej rzeczywistości.

Miłość między starszymi ludźmi rzadko pokazywana jest na dużym ekranie w Indiach. Tam, podobnie jak na Zachodzie, kultywuje się młodość, witalność i energię. Pierwsza rządzi się swoimi prawami i to, co kiedyś było przyjmowane jako wybryk, teraz postrzegane jest jako związek niestosowny. Przykładowo: córka Grace informuje matkę, że ludzie rozpowiadają plotki na temat znajomości jej i jej męża z Achuthem. Swoją drogą to i mi przez myśl przeszło, że taka relacja może nie jest nie na miejscu, ale jest co najmniej dziwna.

Jeśli ktoś spodziewa się dostrzec na ekranie zazdrość, namiętność, gniew to się przeliczy. I to bardzo. Pranayam jest liryczną, nader melancholijną opowieścią napawającą smutkiem. Historia związku bohaterów skłania do refleksji nad życiem, jego ulotnością, tym, że człowiek starzeje się tylko na ciele. Jego dusza może być nadal głodna przyjemności i rozrywki. To, że jest się w tzw. sędziwym wieku nie oznacza, że jest się skazanym na siedzenie w domu przed telewizorem. Czasami potrzeba impulsu, dzięki któremu będzie się w stanie wyrwać ze skorupy dnia codziennego. Ważna jest odwaga, aby przekraczać granice, łamać konwenanse i żyć tak jak się chce, bez względu na to kim się jest. Nie ważne czy coś wypada, czy nie. Liczy się tu i teraz.

Ktoś może dopatrzeć się tutaj analogii do sentencji Horacego – carpe diem. I nie zrobi błędu. Reżyser skutecznie przekazuje widzom życiową prawdę – chwytaj dzień, korzystaj z życia. Doskonale też istotę obrazu oddaje cytat z innej produkcji hindi. Mianowicie Kal Ho Naa Ho:

Żyj! Ciesz się! Uśmiechaj! Kto wie? Może jutro nie nadejdzie … 

Życie jest darem. Prezentem od Boga, który należy wykorzystać. Na to by zacząć prawdziwe żyć nigdy nie jest za późno. Zawsze też można wybaczyć dawne urazy, wyjaśnić niedopowiedziane i zacząć od nowa cieszyć się odzyskaną na nowo rodziną.

Jako że to moje pierwsze spotkanie z tzw. Mollywoodem nikogo prócz Anupama nie znałam,  żadnego z głównych aktorów. Jaya Prada wcielająca się w postać Grace bardzo mi się spodobała, jednak to Mohanlal mnie zauroczył. Rewelacyjny aktor stworzył postać emanującą niesamowitym spokojem, siłą i dobrocią. Mimo że jest niepełnosprawny bije od niego pewność uczucia swojej żony. Momentami nawet rzuci jakąś sentencją, w końcu kiedyś był profesorem filozofii.  Zdecydowanie to on spośród tej trójki wyróżnia się najbardziej.

Wspomnę jeszcze o muzyce, której słucha się z ogromną przyjemnością. Takie to trochę smutne, trochę radosne. Choć zdecydowanie bardziej dominuje taka tkliwa atmosfera. Słowem – chętnie będę wracać do ścieżki dźwiękowej.

Pranayam mnie poruszył, wywołał uśmiech, ale i łzy. Skłonił do myślenia, zmienił moje spojrzenie na niektóre sprawy, wprowadził również w stan zadumy. Aczkolwiek nie mogę pozbyć się wrażenia, że całość oglądało by się jeszcze lepiej, gdyby twórcy nie popadli w pewnym momencie w czułostkowość. Cała ta historia, jakkolwiek budzi wiele emocji, jest zbyt wyidealizowana. Piękne, jednak mocno naciągane. Niemniej film polecam! Interesujące, dobre kino.

Udostępnij: