Reżyseria: Kunal Kohli
Występują: Shahid Kapoor, Priyanka Chopra,
Premiera: 22 czerwca
Czas trwania: 118 minut
Język: hindi
Ostatni raz Kunal Kohli stanął za kamerą w 2008 roku. Kręcił wtedy Thoda Pyaar Thoda Magic (polski tytuł: Odrobina miłości, Odrobina magii) z Rani Mukherjee i Saifem Khan. Teraz, po czterech latach od premiery tamtego filmu, reżyser wrócił projektem Teri Meri Kahani, do którego została  zaangażowana Priyanka Chopra i Shahid Kapoor. Duet znany z Kaminey. Bardzo czekałam na nowy film twórcy. Liczyłam na ciekawą, nie szablonową historię z przesłaniem, miłą dla ucha muzykę i piękną scenografię. Patrząc na to, co pojawiło się przed premierą w internecie miałam pełne prawo tak myśleć. Oczekiwania oczekiwaniami, ale jak prezentują się rzeczywiste wnioski…?

Akcja Teri Meri Kahani rozgrywa się w trzech różnych okresach. Bohaterami pierwszej historii są: aktorka lat 60., Ruksar, i muzyk szukający pracy w Mumbaiu – Govind. W drugiej śledzimy losy znajomości studentów z Londynu 2012 roku, Radhy i Krisha. Spędzają ze sobą jeden dzień, a następne mijają im na rozmowach przez twittera. Ostatnia opowieść ma miejsce w Lahore w 1910 roku. Javed jest wiejskim podrywaczem, a Aradhana córką miejscowego polityka walczącego z reżimem Brytyjczyków. Dla formalności tylko dodam, że ta dwójka również się w sobie zakocha. Trzy historie mają na celu symboliczne ukazanie, że prawdziwą i jedyną miłość można spotkać w każdym kolejnym życiu. Motywem przewodnim są słowa:

Nigdy nie wiemy, kiedy, gdzie, jak i w którym życiu spotykamy kogoś po raz pierwszy. A potem nigdy nie wiemy, kiedy, gdzie, jak i w którym życiu spotykamy się ponownie.


Myślałam, że najbardziej spodoba mi się rok 1910. Uwielbiam filmy, których akcja dzieje się na wsi, a bohaterowie żyją według dawnego systemu wartości. Bardzo się myliłam. Javed ‚obracał’ wszystkie wolne panny, za ich i ich ojców przyzwoleniem. Cóż, chłopak był niezwykle kochliwy. Nie uwierzyłam w ani jeden element tego, co działo się w Lahore. Za to byłam pod wielkim wrażeniem roku 1960, wyglądu Ruksar, Govinda i ogólnego klimatu, atmosfery i magii tamtego okresu. Na początku przeszkadzała mi mała ilość dialogów między bohaterami oraz scenografia, która sprawiała wrażenie nierealnej i pompatycznej. W ostatecznym rozrachunku myślę jednak, że scenarzyści jak i charakteryzatorzy wykonali kawał dobrej roboty. Bez nich film nie robiłby takiego wrażenia.

Widać, że Kohli postawił tu raczej na komizm. Spiętrzenie śmiesznych sytuacji połączone ze wstawkami muzycznymi naprawdę może zwalić z nóg. Oczarowana byłam teledyskiem do piosenki Jabse Mere Dil Ko Uff…, z naciskiem na uff 😉 Zarówno Priyanka jak i Shahid prezentują się tutaj olśniewająco. Natomiast z wyrazem obojętności przyjęłam monotonie 2012 roku. Studenci, imprezy, portale społecznościowe itp. Pod tym kątem doskonale scharakteryzowano pokolenie młodych ludzi. Utwór Mukhtasar jest drugim moim ulubionym. Melodyjność, niesamowita energia i dynamika sprawiają, że trudno wybić sobie z głowy imprezową wersję Shahida. Inną piosenką, równie chwytliwą, z tego okresu jest That’s all I really wanna doChoć bardzo mi się ona podoba nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest dziecinna i niezwykle prosta, zwłaszcza refren. Mimo to nie skreślam jej, ponieważ szczerze mnie ujęła, podobnie jak reszta soundtracku: Humse PyaarKa Le Tu oraz Allah Jaane

Przyjemna ścieżka dźwiękowa i znana obsada, niestety, nie były w stanie wynieść filmu na wyżyny uznania. Scenariusz jest nudny. Za dużo tu słodyczy, uroku, uśmiechów i … miłości. Tak! Nie myślałam, że to kiedyś napiszę, ale jest tu zdecydowanie za dużo miłości.  W dodatku trzy historie nie pozwalają w pełni skupić się na reszcie. Kiedy reżyser rozbudza w nas ciekawość, nie zaspokaja jej od razu. Zawsze, kiedy w opowiadanych fragmentach historii miłosnych dochodziło do skumulowania napięcia i gdy nasuwało się pytanie: jak zakończy się uczucie bohaterów?, następowało nagłe urwanie i automatycznie przechodziło się do odrębnej opowieści. W efekcie mamy historie przedstawione pobieżnie i mało skrupulatnie. Kohli, zamiast wycisnąć co się da z  losów jednej pary, miał wizję albo nie mógł się zdecydować czyją miłość ukazać, więc zebrał wszystko do kupy i tak powstała ta produkcja. Gdyby nie elementy, o których wspominałam wyżej Teri Meri Kahani byłoby totalnym gniotem. To da się jeszcze obejrzeć, ale tylko raz, inaczej skok cukru gwarantowany 😉

Udostępnij: