Reżyseria: Praveen Nishol
Występują: Shahrukh Khan, Sonali Bendre
Premiera: 26 stycznia
Czas trwania: 170 minut
Język: hindi
W ostatnim czasie naszło mnie, by dać szansę filmom, które zalegają na półce od bardzo, bardzo dawna. English Babu Desi Mem posiadam od jakichś trzech lat i jeszcze nie ogarnęłam się na tyle, by poświęcić mu te ponad dwie godziny uwagi. Dopiero kilka dni temu przypomniało mi się jak moja mama wygłaszała peany pochwalne na cześć tego obrazu. Hm… no cóż! chyba najwyższy czas obejrzeć – pomyślałam. Nie ukrywam powodów, dla których wzbraniałam się przed młodziutką Sonali i SRK. W napływie nowości oraz bombardujących mnie z każdej strony materiałów promocyjnych nie miałam ochoty na kino stare, a co za tym idzie o kiepskiej jakości obrazu i dźwięku.
Shahrukh Khan wciela się tutaj w trzy role. Hari razem ze swoją indyjską rodziną mieszka w Londynie od pięciu pokoleń. Kiedy jego ojciec i brat – w tych rolach także Shahrukh – zajmują się rodzinnym biznesem młody niepokorny hojną ręką roztrwania majątek. Senior rodu postanawia ożenić syna licząc, że uda mu się stłamsić jego prawdziwą naturę. Ostatecznie przerażony Hari ucieka z Wielkiej Brytanii do Indii. Samolot, którym leci rozbija się na jednej z plaż. W chwili kiedy Hari trafia pod opiekuńcze ‚skrzydła’ Katariyi i wije z nią spokojne gniazdko, rodzina z Londynu opłakuje jego śmierć. Niestety szczęście zakochanych nie trwa długo. Bohater ratując żonę z płonącego budynku odnosi śmiertelne rany. Oboje umierają osieracając chłopca. Mijają lata, a dziecko wychowywane jest przez siostrę zmarłej kobiety. Bijuria jest tancerką w nocnym klubie. Razem z Nandu wiodą życie skromne, lecz przepełnione miłością. Do czasu, kiedy krewni Hari’ego dowiadują się o chłopcu. Do Indii wyrusza stryj chłopca – Vikram Mayur – biznesmen oraz milioner zdecydowanie odrzucający swoje indyjskie pochodzenie.  Ma zamiar zabrać Nandu do Anglii, by tam chłopiec otrzymał właściwe wychowanie. Jak można już się domyślić cały film będzie oscylował wokół tego czy mu się uda, czy też nie.
Pierwsze minuty mnie przeraziły. Rozczochrany Hari z wąsem wlewający w siebie litrami jakiś indyjski napój. Po kilku minutach kolejny szok! Shahrukh w siwych włosach i z ogromnym wąsiskiem rzucający na prawo i lewo władcze spojrzenia. Jeżeli wziąć jeszcze pod uwagę wyolbrzymioną mimikę Khana ma się wrażenie, że on nie gra, ale robi sobie kolokwialnie pisząc, ‚jaja’. W każdym razie nie zaczyna się tak dobrze jak bym się tego spodziewała. Groteskowość mnie po prostu odrzuca. Do momentu póki Vikram nie pojawia się w Indiach jest tak naprawdę mało ciekawie. Angielska wersja Khan’a doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Muszę jednak przyznać, że jego brytyjski akcent jest zarówno godzien podziwu, jak i godzien by natychmiast wyłączyć odtwarzacz DVD. Akcja rozkręca się powoli. Na szczęście po drodze ku totalnemu uśpieniu dochodzi do kilku przezabawnych momentów, które mimowolnie wywołują uśmiech. Na przykład pierwsza scena z brzegu, kiedy Bijurya przebrana za wielką Maharani odgrywa szopkę przed stryjem chłopca. Coś wspaniałego widzieć onieśmielonego, rześkiego Shahrukh’a. Później z minuty na minutę jest coraz lepiej. Vikram poznaje prawdziwą profesję ‚Maharani’ oraz w dalszym ciągu próbuje wpłynąć na Nandu.
Ogólnie film jest dość przyjemny, aczkolwiek o odrobinę przydługi. O Shahrukhu nie trzeba za wiele pisać, ponieważ w kogo by się nie wcielił i tak by wypadł nieźle. Na ogromne uznanie zasługuje Sonali Bendre. Pamiętam, że grała w Kal Ho na Ho i chyba nigdzie więcej jej już nie widziałam. Ponownie aktorka spotkała się z Khanem w 1998 roku na planie Duplicate. W tej produkcji (EBDM) zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Niekiedy kojarzyła mi się z Kajol, sama nie wiem czemu 😉 Już za to skojarzenie miała ode mnie plusa. Jako dorosła Bijuriya prezentowała się ślicznie, a co ważniejsze była przekonywująca. To w końcu liczy się najbardziej – by przekonać widza do swojej postaci. Jednak to nie jej talent aktorski przykuł mnie tak bardzo do ekranu. Nigdy nie przypuszczałam, że Sonali tak pięknie tańczy. Jej ruchy były wyrafinowane i niezwykle zmysłowe. Trudno mi o tym pisać, najlepiej gdybyście sami to zobaczyli. Przez długi czas po seansie nie mogłam wyjść z podziwu. Jedyna rzecz jaka mnie raziła to  tandetne kostiumy, w których występowała oraz odbieganie od rzeczywistości w teledyskach. Nie było tu nagłego przenoszenia się w Alpy na szczęście. Chodzi mi raczej, że w momencie kiedy bohaterka występuje w knajpie, podczas jednego występu ma na sobie  kilka różnych strojów, równocześnie zmieniając fryzurę. Niby nic, ale mnie drażniło. Oczywiście jak na szarukową produkcję przystało bohater musi przez chwilę udawać głupka, być szalenie romantyczny, dać komuś, wybaczcie za dosadność, po mordzie, a wcześniej odebrać swoje niezasłużone razy. Tak jest też w English Babu Desi Mem. Oglądając ten film przeżyłam swoisty powrót do korzeni 😀
Piosenki są żywe i z łatwością wpadają w ucho. Do tej pory w uszach śpiewa mi O Bijuria Sun w wykonaniu Alki Yagnik z przerwami na wokal Ukochanego przeze mnie Udita Narayana albo Love Me Honey Honey Love Me Sweet. Nie mogę pozbyć się słów z tej piosenki i co chwilę je nucę:  Love Me Honey Honey Love Me Sweet, Kiss Me Honey Honey Kiss Me Sweet, Pyaar Lene Aa Jaa Tu, Pyaar Dene Aa Ja Tuu Kar De Meri ‚life complete’. Pozostałej części też się miło słucha. Szczególnie Deewana Main Tera Deewana, gdzie przez kilka sekund widz może podziwiać image Khana zwiastujący jego rolę w Paheli.
Mimo wszystkich pozytywów jakie udało mi się dostrzec w tym filmie: gry aktorskiej i muzyki to za mało bym mogła ocenić ten obraz wysoko. Scenariusz może i intryguje na początku, ale brak tu tego czegoś. Nawet dobra obsada nie przekona mnie, jeśli przez niemalże cały seans przysypiałam. Na forum wystawiłam ocenę 4. Było to zaraz po obejrzeniu filmu. Od tego momentu trochę czasu minęło. Pierwotne wrażenia się zatarły pozostawiając jedynie, mam nadzieję, obiektywne uczucia. English Babu Desi Mem można obejrzeć raz i ani więcej. Szkoda czasu przy drugim podejściu.
Udostępnij: